wtorek, 2 września 2014

19 Years Later...

(...) Wchodząc na peron 9 i 3/4 momentalnie poczułem przyjemny zapach. Zapach, który z niewiadomego powodu mi się bardzo spodobał. Przypominał pergamin, futro zwierzęce oraz mieszanina różnego rodzaju drewna z jakiego zostały wykonane różdżki pierwszoroczniaków, do których właśnie należałem. Podszedłem w towarzystwie ojca i matki do dużego pociągu. Starego, gdzieniegdzie zardzewiałego pociągu który był sam w sobie magiczny. Ojciec stwierdził, że nic sie nie zmienił, tym bardziej przypadł mi do gustu na samą świadomość iż będę jechał identycznym pociągiem do magicznej szkoły magii i czarodziejstwa w Hogwarcie.
Spojrzałem na lewo i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to słynna rodzina, o której opowieści nasłuchałem się od ojca. Potter, Granger i Weasley. Oraz ich dzieci, których nie omieszkałem zimnym, tajemniczym spojrzeniem szarych oczu. Spojrzałem na wysokiego mężczyznę o blond niemalże platynowych włosach który kiwnął głową w stronę Harry'ego, zresztą ze wzajemnością. To i ja mu kiwnąłem. Niech nie myśli, że zostałem źle wychowany.
-Tato, to Harry Potter, tak?
-Owszem, Scorpius'ie. - Odparł Dracon Malfoy posyłając mi swój nikły, na swój sposób czuły uśmiech krzywiąc lekko wąskie usta.
-A jeśli... Jeśli będą chcieli się ze mną zaprzyjaźnić? - Zapytałem chłodnawym głosem który dopiero teraz lekko zadrżał. Czyżby ze strachu? A może to z powodu rozłąki z ukochanym tatusiem, który był moim autorytetem, a ja jego małym oczkiem w głowie. Sam nie wiedziałem, jednak stalowe oczy utkwiwszy w identycznych oczach swego ojca mówiły same za siebie. Coś było nie tak, z pewnością. Wysoki blondyn kucnął przede mną, chwycił moją prawą dłoń, zaś wolną pogładził mi krótko policzek.
-Zatem gryfoni zyskają wspaniałego przyjaciela, synu. Dużo Ci opowiadałem, prawda? Wierzę, że postąpił jak należy. W końcu jesteś synem Malfoy'a. - Mimo iż ostatnie zdanie zabiło dumą, to nie równało się z faktem, iż całość była na swój sposób troskliwa. Dracon nigdy nie wyzbył się zimnego tonu, czy też zakorzenionego we krwi cynicznego uśmieszku jak i wielu innych aspektów, sugerujących iż to z pewnością rasowy Malfoy. To mimo wszystko... Potrafił być czuły, nawet jeśli tylko rodzina potrafiła to wyczuć, a nikt z poza jej grona. Poczułem jak całość w środku, gdzieś głęboko we mnie nagle się uspokoiła. Brzuch przestał boleć, aż odetchnąłem głęboko pełną piersią. Słowa ojca ukoiły mnie i moje nerwowe myśli. Miał rację... Wiedziałem jak postąpię, będąc przestrzeżonym o nie popełnianiu ojcowskich błędów.
Z tego zamyślenia, wyrwała mnie kobieta. Nie byle jaka... Moja piękna mama. Uściskała mnie, musnęła swymi pełnymi, malinowymi ustami moje odsłonięte czoło a potem poczułem uścisk silnych, męskich ramion. Wtuliłem się w ojca po raz ostatni zaciskając drobne, smukłe dłonie o kościstych palcach po ojcu oczywiście, na jego czarnej kamizelce bez rękawów. Po chwili oddaliłem się od nich i stanąłem jedną nogą na pierwszy stopień stromych, metalowych schodów do pociągu. Odwróciłem głowę w lewo, wpatrując się w potomstwo Harry'ego i Ginny, oraz rudzielca i Granger. Wykonałem również odziedziczony po ojcu gest, jakim było przeczesanie dłonią swoich jasnych włosów w momencie gdy na mnie spojrzeli. Oni pierwsi posłali mi swoje promienne, pełne radości uśmiechy, na co ja przyglądając się im poczułem jak prawy kącik ust drgnął mi lekko ku gorze. Niby nic, jednak wyraziste. Opuściłem natychmiastowo głowę i wszedłem do pociągu odnajdując w miarę wolny przedział. Wpełzłem do jednego z nich  i od razu zajmując miejsce przy oknie wlepiłem w nie twarz, nie spuszczając z oczu rodziców, do których zacząłem machać.
Wiedziałem że będę okropnie za nimi tęsknił, ale czułem również wiszącą w powietrzu powieść, niekończących się przygód... Moich przygód.